Czekoladowe muffinki/babeczki z mąki kokosowej (bez: glutenu, nabiału, zbóż, cukru)

Dawno nie było żadnych postów na blogu z przyczyn osobistych. Ale obiecuję, że się poprawię 😀 Dzisiaj muffinkowych eksperymentów ciąg dalszy 🙂 Tym razem powstały gościnnie u moich rodziców. W trakcie rowerowych wycieczek po okolicy przypadkiem odkryłam na Bemowie (w Warszawie) nowy, wspaniały sklep ekologiczny Mała Wieś i zakupiłam tam mąkę kokosową Symbio. Niby nic szczególnego a jednak, bo okazało się, że jakość mąki kokosowej … Czytaj dalej Czekoladowe muffinki/babeczki z mąki kokosowej (bez: glutenu, nabiału, zbóż, cukru)

Uzdrawiający rosół :)

Chyba każdy z nas jadł, przynajmniej kilka razy w swoim życiu rosołek u mamy, u babci, na niedzielnym obiadku. I jak to jest z tym rosołem, że jest jedną z najzdrowszych zup, która pojawia się na naszych stołach a tak wiele osób go profanuje kostkami rosołowymi czy vegetą? Hmmm.. nie umiem odpowiedzieć na to pytanie bo dla mnie to skandal.

Rosół z założenia ma być aromatyczny dzięki dużej ilości przypraw, pełen warzyw i dobrego mięsa z kośćmi a co za tym idzie, ma leczyć nasz układ pokarmowy, wzmacniać organizm i rozgrzewać. Jeżeli taki nie jest to znaczy, że nie jest to rosół tylko jakaś tania podróba; a podrób nie lubimy 😉

WP_20160225_012.jpg

Przepisów na rosół możecie znaleźć sporo w internetach. Mój jest wyjątkowy, gotowany 8h (niektórzy gotują i 12h, ale ja nie mam tyle cierpliwości). Robię go z imbirem, kolendrą i kurkumą, dzięki czemu jego właściwości uzdrawiające są podkręcone na maxa, a o to nam właśnie chodzi:)

Czytaj dalej „Uzdrawiający rosół :)”

O tym, dlaczego podczas następnych zakupów, warto wrzucić do koszyka czarnuszkę ;)

Czarnuszka siewna lub czarny kminek czyli Nigella Sativa. Dziko rośnie w Azji, Indiach, południowej Europie i Ameryce Północnej. Jej malutkie, czarne nasionka kryją w sobie niezwykły aromat i ogromny ładunek zdrowotny! Olej z niej produkowany, znany był już w starożytności „leczył wszystko oprócz śmierci”. Na co dowodem może być fakt, że w grobowcu Tutenchamona znaleziono fiolkę właśnie z czarnuszkowym olejem. Jej skuteczność potwierdzają badania naukowe, … Czytaj dalej O tym, dlaczego podczas następnych zakupów, warto wrzucić do koszyka czarnuszkę 😉

Jak i co?!… Hashimoto! Cz. 2 – NDT (Natural Desiccated Thyroid).

Natural Desiccated Thyroid w skrócie NDT czyli odpowiednio spreparowana świńska tarczyca. W Polsce nie dopuszczona do użytku farmaceutycznego, w wielu krajach świata i Europy (np.: Belgia, Niemcy, UK, Dania, Holandia) znakomicie się sprawdza jako naturalne hormony tarczycy i znacznie poprawia jakość życia osób cierpiących na niedoczynność tarczycy. Dlaczego w Polsce ten lek nie jest dopuszczony do użytku? Jak mówi stare i wiecznie aktualne porzekadło „jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. W Polsce lobby koncernów farmaceutycznych jest niezwykle silne. Każdy Polak, który musi przyjmować syntetyczne hormony tarczycy jest skazany na Letrox, Euthyrox, Eltroxin lub tzw. syntetyczne combo dwóch hormonów (T3 i T4) Novothyral. Nie ma innej możliwości bo inne leki nie są dopuszczone do obrotu prawdopodobnie za sprawą koncernów produkujących w/w preparaty.

Czytaj dalej „Jak i co?!… Hashimoto! Cz. 2 – NDT (Natural Desiccated Thyroid).”

Nie dajmy się zwariować! Czyli o tym jak dostosować swoją dietę do własnych możliwości :)

Mój tryb życia a szczególnie posiłki są zdeterminowane przez moją chorobę – to nie ulega wątpliwości! Muszę dobrze się odżywiać, bo inaczej źle się czuję a moja choroba daje o sobie znać. Niestety  nie mogę (a może właśnie całe szczęście, że nie mogę!) jeść niektórych grup produktów i musiałam się z tym pogodzić chociaż teraz widząc rezultaty wcale mi ich nie brakuje:)

Gdy postanowiłam zmienić swoją dietę zaczęłam stawiać sobie pytanie „czy będzie mnie na to wszystko stać?”. Dodatkowo moje obawy podsycały blogi dietetyczek i ekspertów, którzy pisali o tym, że przy Hashimoto, jedzenie musi być najwyższej jakości. Bez chemii, bez antybiotyków; mięso organiczne ze sprawdzonego źródła a najlepiej gdyby to była dziczyzna, warzywa/owoce organiczne itd. Oczywiście zgadzam się z tym takie jedzenie jest najlepsze ale…nie każdego z nas stać aby jeść codziennie krewetki, dziczyznę i organiczne produkty, które w stosunku do zarobków w Polsce są po prostu drogie. Byłam przerażona i załamana, myślałam sobie – „w takim razie nigdy nie wyzdrowieje, nie mam skąd wziąć takich produktów, poza tym nie stać mnie na to…” Czyli jednym słowem totalna katastrofa! Czytaj dalej „Nie dajmy się zwariować! Czyli o tym jak dostosować swoją dietę do własnych możliwości :)”

Jak i co?!…Hashimoto! Cz. I – moja historia

Otóż moja historia z tym Japończykiem trwa już dość długo a przynajmniej tak mi się wydaje. Teraz jak zaczynam układać sobie swoje zdrowotne puzzle to pojawia się coraz bardziej spójny obraz całości. Ale zacznijmy od początku…czyli może od okresu dzieciństwa! Uprzedzam, będzie to dość długi post chociaż postaram się zawrzeć tylko najważniejsze wątki związane z moją chorobą. Piszę to, po to aby pokazać jak może wyglądać życie osoby chorej i jak ignorowanie niektórych, z pozoru błahych objawów, może doprowadzić do rozwoju poważnej choroby. Post jest jak najbardziej subiektywny, nie ma w nim żadnych definicji, wiedzy medycznej ani wyników badań. Mam w planie wpis na temat Hashimoto, który będzie się opierał na tekstach źródłowych i wynikach badań, pojawi się on w kolejnych częściach opowieści o tej chorobie.

Odkąd pamiętam byłam niejadkiem, często bolał mnie brzuch, zdarzało mi się wymiotować w najmniej oczekiwanych momentach (np. w przedszkolu przy naleśnikach, w podstawówce na lekcjach) ale jakoś nikt się tym nie przejmował. Wszyscy mówili, że musiałam coś „zjeść co mi zaszkodziło” i tyle. W latach 80-tych i 90-tych w Polsce, nikt nawet nie myślał o alergiach pokarmowych i u mnie ta kwestia została zaniedbana ewidentnie. Moi rodzice nie przyłożyli się aby zbadać tę sprawę dogłębnie – oczywiście nie jest to zarzut do moich rodziców – chcę zwrócić uwagę na to aby mieć oczy szeroko otwarte gdy z dzieckiem coś się dzieje i to się powtarza co jakiś czas. To taka mała dygresja ale do rzeczy! Czytaj dalej „Jak i co?!…Hashimoto! Cz. I – moja historia”