Nie dajmy się zwariować! Czyli o tym jak dostosować swoją dietę do własnych możliwości :)

Mój tryb życia a szczególnie posiłki są zdeterminowane przez moją chorobę – to nie ulega wątpliwości! Muszę dobrze się odżywiać, bo inaczej źle się czuję a moja choroba daje o sobie znać. Niestety  nie mogę (a może właśnie całe szczęście, że nie mogę!) jeść niektórych grup produktów i musiałam się z tym pogodzić chociaż teraz widząc rezultaty wcale mi ich nie brakuje:)

Gdy postanowiłam zmienić swoją dietę zaczęłam stawiać sobie pytanie „czy będzie mnie na to wszystko stać?”. Dodatkowo moje obawy podsycały blogi dietetyczek i ekspertów, którzy pisali o tym, że przy Hashimoto, jedzenie musi być najwyższej jakości. Bez chemii, bez antybiotyków; mięso organiczne ze sprawdzonego źródła a najlepiej gdyby to była dziczyzna, warzywa/owoce organiczne itd. Oczywiście zgadzam się z tym takie jedzenie jest najlepsze ale…nie każdego z nas stać aby jeść codziennie krewetki, dziczyznę i organiczne produkty, które w stosunku do zarobków w Polsce są po prostu drogie. Byłam przerażona i załamana, myślałam sobie – „w takim razie nigdy nie wyzdrowieje, nie mam skąd wziąć takich produktów, poza tym nie stać mnie na to…” Czyli jednym słowem totalna katastrofa!

Idąc do sklepu czytałam wszystkie etykiety  – do tej pory czytam składy ale mam już grupy sprawdzonych produktów więc zajmuje to znacznie mniej czasu:) – chcąc kupić mięso czy warzywa/owoce miałam w podświadomości te wszystkie „zalecenia” i moja głowa pracowała na najwyższych obrotach mówiąc mi „nie kupuj tego, nie możesz tego jeść, to jest sama chemia, nawozy, antybiotyki czyli trucizna”. Wizyta w sklepie kończyła się na tym, że wychodziłam bez zakupów. Odwiedziłam wszystkie sklepy ekologiczne (dobrze, że w Koszalinie są tylko dwa!), jednak nie było w nich ekologicznego mięsa, były wędliny a wędlin raczej nie jem. Byłam więc jeszcze bardziej załamana bo „co ja teraz zrobię, co będę jadła skoro wszystko to trucizna?”. Można powiedzieć, że miałam po prostu klasyczne objawy paranoiczne 🙂 !

Po kilku takich wizytach w różnych sklepach, usiadłam domu i powiedziałam sobie dość! Koniec tej obsesji, co się ze mną w ogóle dzieje?! Tak nie można żyć bo to nie do wytrzymania. Muszę racjonalnie podejść do sprawy a poza tym muszę coś jeść:) Skoro nie mogę zastosować się do tych wszystkich „wspaniałych zaleceń”, to po prostu dostosuję je do swoich możliwości i do mojego portfela! Całe szczęście, że jestem psychologiem i mogłam w porę siebie zdiagnozować bo inaczej nie wiadomo czy nie umarłabym z głodu :D.

Tu nastąpił zdecydowany przełom, zrobiłam sobie listę zakupów, spokojnie przemyślałam, co i gdzie mogę kupić żeby było w miarę najlepsze, które produkty mogę zdobyć ekologiczne a które nie. I tak doszłam do wniosku, że owoce i warzywa będę kupować na pobliskim targu, jajka – tak naprawdę w każdym sklepie mogę dostać ekologiczne więc nie ma problemu; mięso będę kupować w jednym ze sklepów mięsnych a wszelkiego typu ponad standardowe produkty np. olej kokosowy w dużych słoikach – będę zamawiać z internetów 🙂

Takie podejście do sprawy znacznie ułatwiło mi życie! Może kiedyś będę jadła tylko krewetki i organiczne warzywa/owoce a mój Wiking zostanie myśliwym, i będzie mi przynosił dziki na zmianę z jeleniami, z lasów. Jednak jeszcze nie dzisiaj! Teraz widzę, że całe to zamieszanie w mojej głowie było naprawdę niepotrzebne.

Na swój sposób stosuję się do zaleceń: nie jem glutenu, produktów mlecznych, cukru, roślin strączkowych (chociaż ciecierzycę od czasu do czasu zdarza mi się zjeść), całej grupy warzyw psiankowatych oraz ryżu, gryki i kukurydzy (bo mi szkodzą). Jem pozostałe warzywa (w tym krzyżowe bo uważam, że mają zbyt wiele cennych właściwości pro zdrowotnych aby je wykluczyć z diety), kasze jaglaną i komosę ryżową (raz – dwa razy w tygodniu, bo lubię!), wszystkie owoce a szczególnie dużo bananów (bo je uwielbiam), miód, jajka,  mięso i oczywiście własnej roboty słodkie bez cukrowe wypieki – to tak w skrócie. Jeżeli już jesteśmy przy tym co jem a czego nie to dodam jeszcze coś o pielęgnacji, która u mnie jest w miarę naturalna a nie fanatycznie ekologiczna. Nie myję włosów jajkami (używam szamponu Alterra i odżywki Balea – z dobrym składem) i póki co myję zęby pastą z fluorem (chociaż rozważam zakup takiej bez), do mycia ciała używam Alterry , krem do twarzy/płyn micelarny/tonik Sylveco i Resibo. I uwierzcie mi czuję się wybornie!

Musimy pamiętać, że każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma inną zasobność portfela i dostęp do określonych produktów. Oczywiście internet znacznie ułatwia sprawę dostępności ale zawsze pozostaje kwestia pieniędzy. Uważam, że nikt nie powinien czuć się źle z powodu tego, że nie może sobie pozwolić na kupowanie organicznych/ekologicznych produktów. Poza tym kwestia diety nie może nam zaprzątać całej naszej głowy bo to znacznie utrudnia normalnie, codzienne funkcjonowanie.

Może dla wielu z Was to co napisałam wydaje się oczywiste. Hmmm… może nawet tylko mnie dopadła taka obsesja zdrowej żywności i wszechobecnej chemii:) Bądźmy racjonalni w swoich wyborach i nie dajmy się zwariować!

*Post nie jest sponsorowany! Wszystko o czym napisałam zakupiłam z własnych nakładów finansowych 🙂

stamps for organic healthy food

źródło: occitania.land

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s